REPORTAŻE | 2021-09-17

BLANKA KONOPKA: TŁUMACZENIE NOWEGO PRZEZ NIEZNANE TO NIE NAJLEPSZA METODA NAUCZANIA

 

Czy wielu jest Polaków w Rosji, nawet na bezkresnych obszarach byłego ZSRR, którzy przyswajając sobie mowę ojczystą nie szukali odpowiedzi na pytanie: kim jest Blanka Konopka, autorka naprawdę legendarnego podręcznika języka polskiego dla środowisk rosyjskojęzycznych?

Opublikowana w internecie Jej podobizna poruszyła liczne polskie serca. Już wkrótce po szczęśliwym nawiązaniu kontaktu umówiłem się z Panią Blanką o udzielenie mi wywiadu, który 3 września 2021 roku odbył się w Poczytalni – przestrzeni publicznej Biblioteki Miejskiej w Legionowie.

 

 

opublikowane w internecie zdjęcie Blanki Konopki. Od tego wszystko się zaczęło

 

JK: Dzień dobry, Pani Blanko! Dziękuję bardzo za zaproszenie!  Zacznijmy od samego początku. Akurat przed spotkaniem z Panią…

BK: Oj, nie! Może przejdziemy na Ty, zgoda? Jestem Blanka (wyciąga rękę).

 

 

 

Blanka Konopka udziela wywiadu Janowi Karbownickiemu w Poczytalni, Legionowo. Zdjęcie Anny Karbownickiej

 

 

JK: Oczywiście, że zgoda! Tak! I wracając do tematu – przed spotkaniem z Tobą myślałem dosyć długo na temat fenomenu Blanki Konopki.

BK: Oj tam, Janku! Nie zalewaj, proszę!  Jaki fenomen?

JK: Nie, prawda jest taka, że nie ma chyba wśród osób rosyjskojęzycznych mówiących po polsku, które nie trzymałyby  w ręku podręcznika Blanki Konopki, cieszącego się ogromną popularnością…

BK: Tylko dlaczego ja nic o tym nie wiem? (śmieje się).

JK: No właśnie! Dla nas, Polonusów ze Wschodu, postać Blanki Konopki uchodzi za niemal legendarną (Blanka się śmieje).

Nie wiadomo, jak wygląda, ile ma lat, gdzie się urodziła, itp., itd… Swoją drogą doszedłem do wniosku,  że taka sytuacja powstała, być może, na skutek rewolucji cyfrowej.

BK: ?

JK: Już tłumaczę.

Podręcznik ten trafił do mnie, jako osoby, pragnącej nauczyć się polskiego, dopiero w 2012 roku. Wyglądał już nieco archaicznie – wtedy, już od kilkunastu lat, nie używałem kaset.

Po prostu nie miałem w domu odpowiedniego urządzenia do ich odtwarzania.

Został wydany, bodajże w połowie ostatniej dekady zeszłego wieku…

BK: Dokładnie już nie pamiętam, chyba  w 1997 roku.

JK: W 2012 roku nie sposób było znaleźć egzemplarz w dobrym stanie…

BK: Masz na myśli stan fizyczny?

JK: Tak. Mieliśmy na całą naszą organizację kilkanaście egzemplarzy… Były, powiedzmy sobie szczerze, tak zajechane, że wolałem zrobić sobie porządną kserokopię.

Będąc młodym człowiekiem, który z  internetem był na ty, usiłowałem znaleźć jakąkolwiek informacje o autorce.

 

egzemplarz jednego z najmniej zniszczonych w ciągu prawie ćwierćwiecza podręczników, należący do nauczyciela Polskiego Centrum Narodowo-Kulturalnego «Jedność» w Krasnodarze.

 

BK: A teraz jesteś stary? (śmieje się).

JK: Mam 45 lat.

BK: Ojej, dziecko!

JK: No, myślę sobie, poszukam w internecie…

BK: Mnie tam nie ma! Tak, muszę wreszcie założyć swoją stronę internetową!

JK: No, i budowaliśmy różne wersje, między innymi taką: autorka w ogóle nazywa się inaczej, a  Blanka Konopka  – to może jej pseudonim, którego  używa z jakichś powodów, tylko jej znanych, czyli ukrywa się… (znów się śmieje). Stąd pierwsze pytanie – proszę opowiedzieć trochę o sobie. Gdzie się urodziłaś, jakie masz wykształcenie, czy znasz rosyjski, jak powstał ten podręcznik?

BK: Urodziłam się dawno, dawno temu, jak w bajce (śmieje się)… w Radomiu, niedaleko Warszawy. Studiowałam na Warszawskim Uniwersytecie filologię rosyjską. W Moskwie zrobiłam doktorat  (aspiranturę) z literatury polskiej i rosyjskiej – była to praca komparatystyczna. Uczyłam języka polskiego cudzoziemców rosyjskojęzycznych, ale nie tylko; rosyjskiego, z kolei, uczyłam Polaków. Bardzo dawno temu, w ubiegłym już milenium, usłyszałam w telewizji informację, że jest nabór na nauczycieli języka polskiego na Wschodzie, czyli w środowisku rosyjskojęzycznym. Miałam niepozamykane pewne sprawy sercowe… więc postanowiłam je pozamykać – wyjechać. Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli  (CODN) organizował te wyjazdy. Chciałam być blisko granicy polskiej, ale zaproponowano mi Kazachstan.

JK: Wcale nie tak bliziutko, powiedzmy sobie…

BK: Nie byłam zdecydowana. To było  daleko. Mama chorowała. Ojciec  poradził mi, aby jechać. Pojechałam. Pracowałam w Kokszetau w пединституте, na jedynej wtedy w Kazachstanie polonistyce. Od razu okazało się, że podręczniki, jakie są, nie odpowiadają potrzebom studentów. Na każde zajęcia pisałam szczegółowy scenariusz tekstów, zadań, ćwiczeń językowych… I tak powstał zarys podręcznika.

Po powrocie do Polski skontaktowałam się z rządową Fundacją Pomoc Polakom na Wschodzie, uzasadniłam potrzebę wydania podręcznika na bazie moich doświadczeń pracy w Kazachstanie. Trudno było przekonać urzędników do tej propozycji, do mojej metody, która ma uwzględniać specyfikę pierwszego języka ucznia (rosyjskiego).

JK: Sam podręcznik, o ile pamiętam, tak się właśnie nazywał – Podręcznik języka polskiego dla środowisk rosyjskojęzycznych?

BK: Właśnie tak. Dla przykładu, inaczej po polsku będzie mówił Rosjanin, inaczej Węgier, inaczej Wietnamczyk… Każdy będzie popełniał błędy, których źródłem jest jego język ojczysty (pierwszy). Dostępne podręczniki były opracowane dla jakby jednego ucznia, uniwersalnego, którego przecież  nie ma!

Jak mówi reklama jakiegoś proszku do prania: Jak jest coś do wszystkiego, to jest do niczego.  Nie ma jednego dobrego podręcznika dla wszystkich!

W monolingwalnych podręcznikach komentarze gramatyczne i inne zjawiska językowe wyjaśniane są w języku obcym. Nowe tłumaczy się przez nieznane. Jaki to ma sens?

Dlatego postanowiłam napisać podręcznik, który będzie ukierunkowany na ucznia rosyjskojęzycznego. Jako rusycystka wiem, jak w podręczniku do języka polskiego zastosować podejście bilingwalne, metodę kontrastywną i analizę błędów. Chciałam pokazać, co jest wspólnego dla obu języków, a co je różni. Postawiłam sobie cel: napisać taki podręcznik,  z jakiego ja sama chciałabym uczyć się, w którym wszystko będzie prosto wyjaśnione w moim języku, żebym nie musiała tracić czasu na szperanie  w słownikach, aby wszystko było w jednym miejscu. I chyba to mi się udało.

JK: Czy druga część tego podręcznika powstała tuż po pierwszej? Czy była przerwa w czasie pomiędzy pierwszą a drugą częścią?

BK: Tak, oczywiście. Po przerwie. Trudno jest cokolwiek planować, gdy decyzje zależą od urzędników, którym trudno jest wniknąć, a przynajmniej zrozumieć istotę metody. Pokonałam dużo trudności, żeby przekonać, że taki podręcznik      w ogóle jest potrzebny.

„Szanowna Pani Blanko, przecież podręczników i tak jest dużo!

Mój różni się od innych tym,  że próbuje zawczasu eliminować błędy. Na przykład kalki z rosyjskiego… na końcu pierwszej naszej rozmowy życzyłeś mi mocnego zdrowia, pamiętasz?

JK: I teraz życzę – z całego serca!

BK: Dziękuję Ci bardzo, ale nie o to mi chodzi. Native speaker języka  polskiego życzyłby mi dużo zdrowia, a  nie mocnego zdrowia  – to właśnie jest kalka kрепкого здоровья.  A pamiętasz, co wtedy powiedziałam? Że bardzo podoba mi się takie określenie, bo niejako wzbogaca, „odświeża” utarty frazeologizm. I to jest ładne, jeżeli świadomie używa się takiej formy.

Wracając do poprzedniego pytania. Pierwsza część – to są podstawy.

Druga część jest na poziomie średnio zaawansowanym. Osoby rosyjskojęzyczne, jak już dobrze wiesz, nie uwzględniają czasownika być w czasie teraźniejszym: ja jestem, ty jesteś, my jesteśmy i tak dalej.

W języku rosyjskim te wszystkie formy są „schowane”, są  w kontekście. Z tego wynikają błędy w języku polskim, które rażą.

Chciałam także nauczyć polskich zwrotów grzecznościowych…

JK: To Ci w pełni się udało.

BK: Jeśli dobrze pamiętam, w pierwszej części wprowadziłam inne elementy, chociażby tzw. tautonimy, popularnie nazywane fałszywymi przyjaciółmi. Jest ich dużo w języku polskim i rosyjskim.

JK: I wiersze pani Krystyny Stanek. Czy to jest postać prawdziwa, czy to Ty użyłaś takiego pseudonimu    i jesteś autorką tych wierszy?

BK: To jest postać prawdziwa. Pani Stanek była moją sąsiadką. Kiedyś, gdy rozmawiałyśmy na klatce schodowej, przyznała się, że pisze wiersze.

JK: Pani Krystyna przepięknie pisze!

BK: No właśnie, też tak uważałam i nadal uważam! Poprosiłam ją, aby udostępniła mi swoje wiersze. Tak powstał pomysł na Chwile refleksji z Panią Krystyną Stanek. Za jej zgodą wybrałam utwory, które korespondowały z tematem lekcji, były ładnym uzupełnieniem.

JK: Kilka razy podkreśliłaś, że podręcznik został napisany dla środowisk rosyjskojęzycznych. Ale przed jego wydaniem pewien czas pracowałaś w Kazachstanie…

BK: Pojechałam tam zimą. Temperatura wynosiła minus 30 stopni Celsjusza.  Była to dla mnie prawdziwa egzotyka. Praca w Kokszetau  bardzo mi się podobała, mimo trudnych warunków bytowych.  Mieszkałam w akademiku.

O, przykład fałszywego przyjaciela. (akademik (pol.) – общежитие при высшем учебном заведении  / академик (рус.) – учёный, член Aкадемии HаукJK)

Kokszetau, Kazachstan

 

 

JK: Do czego właśnie zmierzam. Czy Twoi studenci nie używali języka kazachskiego? Cała nauka toczyła się w języku rosyjskim?

BK: W tym czasie Nazarbajew zapowiedział, że język rosyjski jest językiem межнационального общения. I z tym nie miałam tam żadnych problemów.

JK: Ustawa o Karcie Polaka została przyjęta w 2007 roku za kadencji śp. Lecha Kaczyńskiego. W okresie od 1997 i do 2007 roku poza nielicznymi repatriantami żadna osoba polskiego pochodzenia z terytorium byłego Związku Radzieckiego nie mała możliwości wyjazdu do Polski. Po 2007 roku posiadacze Karty Polaka zaczęli jeździć do kraju jako turyści albo realizując cele kulturalne – wymiany studenckie, udziały w konferencjach i sympozjach. Od 2014 roku posiadacz Karty Polaka, spełniając szereg warunków, może się osiedlić w Polsce na stałe. Czy w trakcie pracy nad podręcznikiem myślałaś o tym? Że pomagasz tysiącom rodaków być bliżej Polski – ich historycznej Ojczyzny?

 

 

 

BK: Oczywiście, bo już wtedy do Kazachstanu przyjeżdżała komisja ministerialna, która kierowała młodzież na studia do Polski jako stypendystów rządu polskiego.

Teraz zaczynam sobie odtwarzać  w pamięci tamte sprawy, bo już dawno od nich odeszłam.

W obu częściach są testy, które przysyłano mi do sprawdzenia. Dostawałam ich wtedy setki. Wszystkie sprawdzałam, odsyłałam, a najlepsi otrzymywali ode mnie dyplomy. Sprawiało to mi przyjemność, dawało satysfakcję.

W Kazachstanie zrobiłam cykl lekcji polskiego w lokalnej telewizji  Радуга. Skopiowane na taśmach VHS przywiozłam do Polski, do tej pory leżą w jakiejś szafie…

Na zamówienie kokszetauskiego radia przygotowałam 20 lekcji – audycji, a polskie stowarzyszenie kulturalno-oświatowe wydało je jako książeczkę w twardej oprawie w 1000 egzemplarzy.

JK: Czy poza tymi dwiema częściami nic więcej nie zrobiłaś?

BK: Owszem. Zrobiłam dla Polskiego Radia Polonia 148 lekcji.  Od kilku lat, w pewnym sensie, kontynuuję szeroko rozumianą edukację, ale w innej formie.

JK: Spotykamy się z Tobą teraz tu w Poczytalni w Legionowie. I właśnie przyjechałem na Twoje zaproszenie, za co ogromnie dziękuję, na spektakl, o Oldze Boznańskiej – słynnej malarce, polskiej przedstawicielce modernizmu.

Powiedz, proszę, Ty i teatr… Czemu właśnie teatr i co Cię z teatrem łączy? Prawdopodobnie, jesteś autorką tej sztuki?

 

BK: Tak. To właśnie jest ta nowa forma moich zainteresowań. A zaczęło się tak. Swego czasu słynny Maryjski Teatr przyjechał do Warszawy ze swoim spektaklem, adaptacją powieści Dostojewskiego Gracz. Spektakl był fenomenalny.

Zadałam sobie pytanie, jak ja bym to zrobiła? Zaczęłam pisać scenariusz  – swoją adaptację powieści. Była to pierwsza próba pióra, pierwsza moja adaptacja teatralna. Chciałam w niej wydobyć wątki aktualne, ale zachowując ducha Dostojewskiego.

Repertuarem polskich teatrów byłam rozczarowana.

Jest tyle ciekawych rzeczy nieznanych w Polsce z XIX wiecznej literatury rosyjskiej.

Na pierwszy plan poszedł właśnie Dostojewski, później – powieść Turgieniewa Szlacheckie Gniazdo.

Potem przyszedł pomysł na Czechowa, ale na prozę.

Wybrałam trzy opowiadania: Чёрный монах, Палата № 6 i Человек в футляре.

Mimo że te opowiadania powstały  w różnym czasie, właśnie w tej kolejności jak wymieniłam, złożyły mi się w całość. Mogę powiedzieć, że Czechow jest tak aktualny, że aż mnie dosłownie włosy dęba stanęły. Trochę dodałam swoich przemyśleń…

Ja muszę to zrobić. Nawet za własne pieniądze(!), których zresztą nie mam.

Zapewne to nieskromne, ale jestem pewna, że warto, bo treści są poruszające, bardzo aktualne.

Po tych trzech adaptacjach postanowiłam zostać przy tematyce polsko-rosyjskiej i napisać utwór własny. Historyczny.

O romansie, który stał się przyczyną polskiego dramatu narodowego – mianowicie o romansie Katarzyny II i ostatniego króla Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego. Sztukę nazwałam Caryca i król.

Dalej. Napisałam scenariusz dla spektaklu Olga Boznańska. Sceny z życia artystki, który dzisiaj zobaczymy. Proponowałam tu i ówdzie. A ponieważ moje nazwisko nikomu z teatrem się nie kojarzy, nikt nie chciał się zainteresować.

Mocno mnie to denerwowało i zdecydowałam. Zrobię to sama!

Muszę znaleźć aktorkę. Szukałam jej dosyć długo. Chciałam, aby wykonawczyni roli Olgi Boznańskiej swoją fizycznością przypominała pierwowzór.

Żeby była wysoka, szczupła, miała wydatny profil… a w ogóle, żeby chciała ze mną pracować.

JK: Ciężko jest nawiązać kontakty z aktorkami?

BK: Wyglądało to tak: chodziłam po teatrach i przypatrywałam się aktorkom. Taki casting z przyczajenia [sic!].

Jeżeli jakaś mi się spodobała, zwracałam się do kierownika organizacji widowni w teatrze  i prosiłam o kontakt z aktorką.

Znalazłam się na końcu tych moich poszukiwań w teatrze Żydowskim i tam zobaczyłam na scenie aktorkę, która bardzo mi się spodobała. Później dowiedziałam się kto to jest, poszłam na następny spektakl, potem na kolejny, poprosiłam o kontakt.

Małgorzata Trybalska przeczytała scenariusz, po czym spotkałyśmy się, ustaliłyśmy zasady, na jakich pracujemy.

Małgorzata Trybalska w roli Olgi Boznańskiej. Zdjęcie Anny Karbownickiej

 

JK: Co mogłabyś powiedzieć o bohaterce – Oldze Boznańskiej?

BK: Dystyngowana smukła dama w długich ciemnych sukniach i wyszukanych kapeluszach często        z papierosem w ręce. Największa polska malarka okresu modernizmu.

Uznana za granicą, mniej   w Polsce.

Urodziła się w Krakowie, studiowała, tworzyła w Monachium i w Paryżu. Malowała głównie portrety osób bliskich, przyjaciół, mężczyzn, z którymi łączyły ją bliskie, acz niejednoznaczne związki.  Jej życie, tak jak jej malarstwo, zasnute jest mgłą, smutkiem, tajemniczością. Mając 30 lat zakochała się w 23-letnim artyście Józefie Czajkowskim… Malarstwo było dla niej najważniejsze, ważniejsze od sfery życia osobistego. Żyła aby malować, malowała by żyć.

Pytałeś mnie o trudności w realizacji projektów. Same trudności! Ale one są po to, aby je pokonywać. Więc proszę.

Oprawa muzyczna – Boznańska lubiła Chopina, więc króciutkie fragmenty jego utworów wykorzystałam  do tzw. przerywników. Kostiumy. Kapelusz bohaterki –  mój. Spódnica – to moja kiecka. Fartuch – to też moja kiecka, przekrojona na plecach.

Suknia czerwona… to historyjka. Kupiłam kiedyś  na wyprzedaży, bo ogromnie mi się spodobała, także cena – 25 złotych. Wtedy nie miałam pojęcia,  że wykorzystam ją w tym spektaklu. Gdy Małgorzata przymierzyła, pojawił się pomysł, aby czerwoną balową suknię wykorzystać w spektaklu jako metaforę miłości bohaterki.

Ale nie będę zdradzała teraz wszystkich tajemnic. To trzeba zobaczyć.

Wyreżyserowałyśmy, można powiedzieć, wspólnie. Ona miała fajne pomysły, mi też pomysłów nie zabrakło i tak powstał spektakl. Dodam, że aktorka gra portretami, które stanowią trzon scenografii.

 

Małgorzata Trybalska jako młoda zakochana w Józefie Czajkowskim Olga Boznańska. Zdjęcie Anny Karbownickiej

 

 

JK: Tradycyjne pytanie – o czym marzysz? Słyszałem, że chcesz z tym spektaklem wyjechać na Wschód?

BK: Nie tylko z tym, ale i z następnym, zrealizowanym na podobnej zasadzie, jak Boznańska.

W ogóle interesują mnie teraz kobiety, którym życie nie skąpiło trudów, cierpień, ale kobiety spełnione.

Drugą moją bohaterką jest żona Witkacego. Trudno o niej pisać bez samego Witkacego.

Na podstawie listów, literatury i własnej wizji stworzyłam dramat pt. Witkacja. Glątwa.

Ciekawie, że nikt jeszcze mnie nie zapytał, co to jest glątwa? Nie wiesz? To znaczy nосле вчерашнего. Kac!

JK: Похмелье?

BK: Właśnie! To jest w języku Witkacego. Ma się rozumieć, zdarzały mu się różne rzeczy na ostro…

W czasie pandemii, kiedy niemal wszystkie plany zostały pokrzyżowane, napisałam jeszcze dwie sztuki.  O Irenie Tuwim, siostrze Juliana Tuwima; życie miała nieprawdopodobnie skomplikowane.

Druga – o Tamarze Łempickiej, malarce, Polce żydowskiego pochodzenia, popularnej na Zachodzie – jej prace osiągają na aukcjach najwyższe ceny na świecie.

Lady Gaga, Jack Nicolson, między innymi, mają w swoich zbiorach oryginały Łempickiej. Niezwykle ciekawa postać.

Moim marzeniem jest zaprezentować swoje spektakle środowiskom Polonii na Wschodzie.

Byłaby to kolejna moja lekcja języka polskiego, ale w innej formie.

Bardzo, bardzo chciałabym do Was przyjechać. Ciekawa jestem, czy istnieją takie możliwości.

JK: Myślę, że te trudności w końcu są do pokonania. Miejmy nadzieję, że to Ci się uda! Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu!

BK: To ja dziękuję serdecznie – i przekazuję najgorętsze pozdrowienia dla całej Polonii na Wschodzie!

Blanka Konopka i Jan Karbownicki. Zdjęcie Anny Karbownickiej

 

Jan Karbownicki,

3…17 września 2021 r.